Blog > Komentarze do wpisu

Kto z kim przeciw komu?

Kto z kim, w tym całym polskim ambarasie z raportem Komisji Weneckiej i rezolucją Parlamentu Europejskiego, gra w jednej, a kto w przeciwnych drużynach?

--------------------------------------

Narracja prawicy pisowskiej w większości spraw wydaje mi się niedorzeczna. To wynika jednak z tego, że wyznając pod prawie wszystkimi istotnymi względami inny światopogląd niż ci ludzie, siłą rzeczy nie przyjmuję ich argumentacji za obcymi mi poglądami, ideami czy za wartościami, które choć są zwykle ważne dla nas wszystkich, to jednak u nich i u mnie układają się winne hierarchie nad- i podrzędności. To jest ok, to coś normalnego w debacie światopoglądowej. Wiadomo, że moja ocena ich argumentów jest tak samo subiektywna, jak ich ocena argumentów moich. Nie należy więc w takich przypadkach mówić o „głupocie”, tylko z szacunkiem dla drugiej strony przyznać, ok, różnimy się (oczekując analogicznego potraktowania). Są jednak przypadki, w których mam wrażenie, iż niedorzeczność sugestii ludzi pisowskiej prawicy jest obiektywna. Tak właśnie jest w przypadku nawijania o „zdradzie narodu” i „targowicy” w kontekście przyjęcia przez Parlament Europejski rezolucji krytykującej politykę polskiego rządu PiS wobec instytucji państwa prawa.

Przyczyny leżą jak na dłoni. Gdy PiS był w opozycji i sądził (zupełnie abstrahując od słuszności tych twierdzeń, to w sumie tutaj irrelewantne), że wybory do sejmików wojewódzkich zostały przez np. PSL celowo sfałszowane, że brak miejsca na pierwszym multipleksie cyfrowym dla telewizji Tadeusza Rydzyka jest aktem zamierzonej cenzury propisowskich mediów w Polsce lub że rząd PO-PSL rozmyślnie ukrywa fakty o zdarzeniu w Smoleńsku z 10.04.2010, aby ukryć swój współudział w polsko-rosyjskim zamachu na prezydenta Kaczyńskiego, to udawał się do Parlamentu Europejskiego właśnie i tam usiłował zaangażować polityków z innych państw europejskich i europejską opinię publiczną w te sprawy po swojej stronie, tak aby wywrzeć nacisk na ówczesną władzę i zrealizować swoje postulaty lub inne związane z nimi polityczne cele. Tego wątku nie ma co ciągnąć, przywołując standardowe uwagi o moralności Kalego itp. Sprawa jest tak czytelna, że bardziej być nie może. Jeśli teraz jest „zdrada”, to i wtedy. Jeśli wtedy nie było, nie ma i teraz.

Nieco mniej czytelna jest kwestia, kto z kim w tym całym polskim ambarasie z raportem Komisji Weneckiej i rezolucją Parlamentu Europejskiego gra w jednej, a kto w przeciwnych drużynach. Rząd PiS usiłuje przekonać nas, stosując logikę w formacie prostego cepa, że „wszyscy Polacy to jedna rodzina”. Skoro tak, to każdy, kto popiera krytyczne wobec polskiej rzeczywistości i działań demokratycznie przez Polski i Polaków wybranego rządu raporty i rezolucje obcokrajowców, jest naturalnie zdrajcą i nie-Polakiem. Czyżby jednak?

Przeanalizujmy raz jeszcze, kto z kim jest w jednej drużynie. Punktem wyjścia dla obu krytycznych dla polskiego rządu dokumentów była sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym. TK jest tym organem państwa, którego zadaniem jest ustrzec obywatela przed takimi działaniami władz, które prowadzą do naruszenia jegoż praw, a jednocześnie są nielegalne w świetle konstytucji i gwarancji owych praw w niej zawartych. Jeśli TK nie działa (a wskutek najpierw postawienia znaków zapytania co do obsadzenia 3 miejsc sędziowskich, a potem uchwalenia przez PiS ustawy uniemożliwiającej TK jakiekolwiek orzekanie bez co najmniej 1 z tych trzech sędziów i wprowadzenia mechanizmu rozpoznawania spraw w kolejności, przez co niekonstytucyjne ustawy uderzające w obywatela mogą bardzo długo działać dzięki domniemaniu konstytucyjności, efektywnie pracować nie może), to wszystkie gwarancje z konstytucji przestają być warte papieru na którym je wydrukowano. A zatem rząd, paraliżując TK, tworzy sobie możliwość przyjmowania ustaw w sposób dowolny ograniczających prawa obywatela. Już to zresztą zrobił – do tej kategorii na pewno należy zaliczyć ustawę uzależniającą prokuraturę o partyjnego ministra, a równocześnie poszerzającą uprawnienia i zakres bezkarności śledczych oraz ustawę o niczym nieograniczonej inwigilacji Internetu. Stosując te prawa wobec polskich obywateli (bo przecież nie wobec estońskich czy malezyjskich), rząd na pewno nie gra z nimi w jednej drużynie. Gra w drużynie przeciwnej. Każdemu obywatelowi polskiemu, który nie jest w stanie wykrzesać w sobie całkowitego zaufania do panów Zbigniewa Ziobry, Mariusza Kamińskiego czy Antoniego Macierewicza, muszą w tej sytuacji rodzić się w głowie obawy o jego prawa, prywatność, sferę intymną, a nawet bezpieczeństwo.

Skoro rząd i obywatele (poza najgorętszymi zwolennikami rządu) grają w przeciwnych drużynach, to o nikim, kto przyłączy się do jednej ze stron, nie można powiedzieć, że jest „przeciw Polsce” lub że jest jej zdrajcą. Polska to nie tylko rząd, PiS i jego zwolennicy. To my wszyscy, a w ocenie tych spraw jesteśmy podzieleni. Dwie instytucje, Komisja Wenecka i Parlament Europejski, postanowiły ten spór ocenić na gruncie prawnym i doszły do wniosku, że racja leży po stronie Polski obywateli rząd krytykujących. W efekcie zagrały z nimi w jednej drużynie. A jako instytucje odpowiednio Rady Europy i Unii Europejskiej, a więc organizacji, które Polska współtworzy, są one nie „zagraniczne” i „obce”, tylko częściowo nasze. PE ma prawo oceniać sytuację w Polsce, ponieważ to m.in. nasz parlament i Polacy nadali mu takie uprawnienia w referendum z 2003 r. Dziś PE usiłuje stanąć w obronie praw obywateli polskich, zamiast machnąć na nas ręką i zostawić nas sam na sam z potęgą rządu PiS, który na nasze prawa i wolności nastaje. Za to należy się wdzięczność, nie hejt.


czwartek, 14 kwietnia 2016, peterliberty

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: