Blog > Komentarze do wpisu

Dziwna śmierć Kościoła w Polsce

W Polsce często to nie ci, którzy przestają do kościoła chodzić, tracą autentyczną wiarę w Boga, w Dobrą Nowinę i fundamentalne zasady dobrego chrześcijańskiego życia. W Polsce tę wiarę tracą ci, którzy do kościołów dalej chodzą i zaczynają w nich wyraźnie dominować. Oni bowiem pogubili się i utracili swoje chrześcijaństwo. Oni brukają wiarę wrogością i nienawiścią wobec bliźniego. Oni czynią z wiary narzędzie do kolejnych krucjat polityczno-ideologicznych, nie bacząc na krzywdę ludzką, która jest ich pokłosiem. Ich postawa sieje publiczne zgorszenie i wypycha autentycznych chrześcijan poza mury kościelne.

******

Opublikowany w bieżącym (nr 4/2018) wydaniu „Tygodnika Powszechnego” artykuł dominikanina, o. Ludwika Wiśniewskiego, pod tytułem „Oskarżam” to istna lektura obowiązkowa. Autor, niezwykle zasłużona postać dla Polski, dla opozycji antykomunistycznej, dla wiary i dla wartości humanizmu, stawia diagnozę niezwykle ostrą, klarowną i czytelną. Według niego, pomimo tego, iż Kościół w Polsce nadal jest potęgą o dużej rzeszy wiernych, jeszcze większej rzeszy ludzi deklarujących się jako jego członkowie, o kolosalnych wpływach politycznych i o mocnej pozycji materialnej, to jednak chrześcijaństwo w naszym kraju umiera. Umiera ono bowiem z zupełnie innych powodów i na zupełnie inny sposób aniżeli w laicyzujących się krajach zachodniej Europy. Umiera nie przez ruch ludzi z Kościoła poza niego, ale przez śmierć chrześcijaństwa w ludziach do Kościoła należących i to z wielką gorliwością.



O. Wisniewski przywołuje wiele symptomów tego obumierania – odrzucenie uchodźców, wrogość wobec ludzi innego koloru skóry, wyznania i narodowości, nienawiść wobec Polaków o innych poglądach politycznych, profanacja symboli i nabożeństw przez wplatanie ich w polityczny teatr tzw. miesięcznic, głoszenie fałszywego świadectwa wobec bliźnich w postaci posądzania ich o zbrodnie, milczenie, gdy podnoszona jest ręka na drugiego człowieka, akceptacja w kościele i na Jasnej Górze dla kipiącego nienawiścią i wrogością nacjonalizmu tzw. kiboli. Już na pierwszy rzut oka widać, że są to grzechy przeciwko I, III, V, VI i VIII Przykazaniu, a przede wszystkim przeciwko Przykazaniu Miłości. Dopuszczenie się grzechu, samo w sobie, nie jest jeszcze tragedią. Człowiek jest z natury grzesznikiem, który stale musi starać się nawrócić. Tragedią jest jednak uporczywe trwanie w grzechu. A w rzeczywistości polskiego katolicyzmu to trwanie w grzechu stało się cechą tych najbardziej pobożnych, dogmatycznych i gorliwych katolików i uzyskuje wsparcie wielu biskupów. W ten sposób, z winy ludzi tkwiących w samym jądrze Kościoła, chrześcijaństwo umiera. Polski Kościół katolicki wydaje się być zainteresowany trwaniem, jako kościół post-chrześcijański, a może nawet anty-chrześcijański?



W krajach Europy zachodniej religijność przygasła – jak to często słyszymy – z „winy” liberałów. Liberalizm zaproponował alternatywny dla religijnego zestaw wartości i model życia, który okazał się po roku 1968 na tyle atrakcyjny, że stopniowo wyparł ludzi z kościołów. Oczywiście teza taka jest naciągana, ponieważ liberalizm opowiada się tylko za wyborem pomiędzy różnymi modelami życia (czyli brakiem eklezjalnego przymusu), nie promuje konkretnej opcji. Dlatego pytanie o „winę” wymaga odpowiedzi dalece bardziej zniuansowanej, a zachodnioeuropejscy hierarchowie Kościoła w międzyczasie słusznie zaczęli analizować własne błędy, a więc własny wkład w zjawiska laicyzacji.



Tymczasem w Polsce sytuacja jest całkowicie inna. Ponad 90% deklaruje wiarę, poniżej 40% uczęszcza do kościoła. W Polsce często to nie ci, którzy przestają do kościoła chodzić, tracą autentyczną wiarę w Boga, w Dobrą Nowinę i fundamentalne zasady dobrego chrześcijańskiego życia. W Polsce tę wiarę tracą ci, którzy do kościołów dalej chodzą i zaczynają w nich wyraźnie dominować. Oni bowiem pogubili się i utracili swoje chrześcijaństwo. Oni brukają wiarę wrogością i nienawiścią wobec bliźniego. Oni czynią z wiary narzędzie do kolejnych krucjat polityczno-ideologicznych, nie bacząc na krzywdę ludzką, która jest ich pokłosiem. Ich postawa sieje publiczne zgorszenie i wypycha autentycznych chrześcijan poza mury kościelne w trakcie niedzielnych mszy. Niestety, wielu spośród to zgorszenie siejących to kapłani i biskupi.



Skutek może być ten sam, co na Zachodzie, a nawet gorszy. Kościoły będą w Polsce w końcu tak samo opustoszałe, tyle że – inaczej niż tam – w Polsce pozostaną w nich nie najwierniejsi nauce Jezusa, a najbardziej zdegenerowani politykierzy. Taką cenę zapłaci polski Kościół za sojusz z PiS i ze skrajną prawicą.


czwartek, 18 stycznia 2018, peterliberty
Tagi: kościół

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/01/19 22:41:27
Bardzo trafna diagnoza. Niestety.

Ale taka mała uwaga, może trochę offtopic, na temat Zachodu. To że ludzie odchodzą od wiary, nie znaczy że wszyscy mają "naukowy", materialistyczny obraz Świata. Miałem kiedyś do czynienia z firmą oferującą platformę internetową dla wróżbitów, jasnowidzów itp.: Bardzo dynamiczny rynek. Ludzie w Boga nie wierzą, ale w karty, szklane kule, gwiazdy coraz bardziej.