Blog > Komentarze do wpisu

Legitymizacja

Tekst pierwotnie opublikowany (we wrześniu 2018) w "Gazecie Wyborczej" pt. "Bój o duszę Polski".

Wchodzimy w tryb wyborczego maratonu, którego punktem kulminacyjnym będą przyszłoroczne, jesienne wybory do Sejmu i Senatu. Obecnie publikowane sondaże pokazują, że PiS może liczyć na gładkie zwycięstwo, niewykluczone że z większą liczbą głosów aniżeli w 2015 r. Choć do rozstrzygnięcia pozostaje najprawdopodobniej więcej niż rok, a rząd PiS czekają po drodze wyboje (protesty niektórych grup zawodowych, możliwe kolejne afery korupcyjne, kryzys w szkołach we wrześniu 2019 w związku z wejściem podwójnego rocznika do szkół średnich, nierozwiązane problemy służby zdrowia), to na dzień dzisiejszy wygląda na to, że gra będzie toczyć się o:

- wariant pesymistyczny – zablokowanie PiS i sojusznikom (Kukiz’15, ewentualnie narodowcy czy lista Korwin-Mikkego) drogi do kwalifikowanej większości konstytucyjnej, dzięki której PiS mógłby post factum „zalegalizować” obecne naruszenia konstytucji,

- wariant optymistyczny – pozbawienie PiS samodzielnej większości w Sejmie i zmuszenie do utworzenia potencjalnie niestabilnej koalicji w którymś z wymienionych sojuszników, najpewniej z Kukiz’15.

 

Tyle płaszczyzna czysto arytmetyczna. Jednak gra będzie się toczyć też o wiele różnych innych spraw, z których osobiście za najciekawszą uważam kwestię legitymizacji ustrojowych przeobrażeń dokonanych przez partię rządzącą w ostatnich 3 latach przez wotum wyborcze.

 

Wiele napisano o przyczynach porażki koalicji PO-PSL i zwycięstwa PiS w 2015 r. Lewicowi komentatorzy najchętniej mówili w tym kontekście o obietnicach hojnej polityki socjalnej, z których niektóre zostały zrealizowane. Autorzy bliscy PO chętniej wskazywali na afery wykreowane przez sympatyzujące z PiS media, z aferą podsłuchową na czele, lub o „naturalnym” zmęczeniu ekipą Platformy po 8 latach rządów. Komentatorzy liberalni krytyczni wobec bilansu PO wskazywali na zawód elektoratu szerokiego centrum w związku z likwidacją OFE oraz niedużą liczbą zrealizowanych w te 8 lat strukturalnych reform państwa („polityka ciepłej wody w kranie”). Wielu autorów z różnych grup wskazywało dodatkowo oczywiście na zbieżność daty wyborów z kryzysem uchodźczym i rozbudzeniem nastrojów nacjonalistycznych i szowinistycznych w polskim społeczeństwie, które były naturalną wodą na prawicowe młyny.

 

Jedno jednak jest pewne. Żaden wyborca spoza dość wąskiego, najbardziej lojalnego elektoratu PiS, nie poparł tej partii z powodu antycypowanych zmian w TK, sądownictwie, ustrojowej strukturze państwa, prokuraturze lub w nadziei na przejęcie niemal wszystkich instytucji państwa przez jedną partię i zaprzężenie ich do realizacji partyjnych celów propagandowych. Wyborcy pozostający dziś zwolennikami PiS są nimi raczej POMIMO tych zjawisk, a nie Z ICH POWODU. Głosując w 2015 r., opinia publiczna nie usłyszała zbyt dużo o tych planach PiS (choć, przyznajmy, były pewne sygnały to zapowiadające), nie one były tematem partyjnej kampanii wyborczej, nie należały oczywiście do kampanijnych „wabików”. Większość dzisiejszych wyborców PiS traktuje naruszenia konstytucji i zdobycie przez partię władzy nieograniczonej już w zasadzie przepisami bezstronnego prawa za cenę otrzymania np. pomocy socjalnej i cenę tę akceptuje. Lub też są to wyborcy, którym kwestie ustrojowe są całkowicie obojętne, ale to także nie oznacza ich entuzjastycznego poparcia dla tego aspektu polityki PiS. Innymi słowy, PiS nie dostało od swoich wyborców w 2015 r. mandatu do podejmowania zmian ustrojowych, po dzień dzisiejszy nie posiadają one zatem, w mojej ocenie, demokratycznej legitymizacji wyrażonej wprost (a tylko jako pochodna ogólnego werdyktu wyborczego). Za legitymizację jednak mimo wszystko nie można także uznać sondaży opinii publicznej.

 

Jednak przy okazji wyborczego maratonu 2018-20 ten stan rzeczy się zmieni. Jeśliby rzeczywiście – a obecnie wszystko na to wskazuje – PiS uzyskał z rąk wyborców przedłużenie mandatu do rządzenia Polską na kolejne 4 lata, zdobył największe poparcie w wyborach europejskich, zwiększył stan posiadania w sejmikach województw i przejął znaczną liczbę urzędów marszałkowskich oraz utrzymał prezydenturę, to będzie trzeba uznać, że Polki i Polacy dali tej partii legitymizację dla jej działań zmieniających ustrój. Oczywiście one, tam gdzie konstytucja została złamana, pozostaną nielegalne, ale jednak będą cieszyć się demokratyczną legitymizacją w logice demokracji plebiscytowej i nieliberalnej. Wybory 2018-20 od tych z 2015 r. różnić się bowiem będą tym, że wyborcy będą a priori posiadać pełną wiedzę o celach, modelu funkcjonowania i zamierzeniach PiS w zakresie zmiany ram ustrojowych państwa, także w odniesieniu do środków, których partia jest gotowa użyć, aby swoje cele osiągać.

 

Dlatego kampanie wyborcze najbliższych prawie 2 lat będą się w pewnym sensie toczyć o duszę Polski. Ile jest w niej Europy, a ile Wschodu, rozumianych jako pewne filozofie obywatela, społeczeństwa i państwa? Ile jest w niej pragnienia aktywnego kreowania swojego świata przez każdego, ale ile gotowości do oddania swojego losu w ręce „ojca narodu”? Ile jest zrozumienia dla potrzeby kontroli władzy, a ile ufności w jej dobre zamiary? Ile jest wrażliwości na newralgiczny charakter niektórych norm, przepisów i zasad, ale ile zgody na ignorowanie ich w imię wzniosłych nawet haseł? Jak ważna jest potrzeba przyjaźni z innymi narodami, a jak ważna potrzeba dumy i wywyższania swojego narodu? W końcu jak ważne są wolność i prawa obywatelskie, a jak ważne bezpieczeństwo wynikające z podległości hierarchii oraz „święty spokój” pomiędzy kanapą, telewizorem, a grillem z karkówką w sosie czosnkowym?

 

Chcę wierzyć, że liberalna demokracja może bój o duszę Polski wygrać. Ale na razie jestem pesymistą. Niepozbawionym jednak jeszcze nadziei, że życie pokaże mi, że się mylę.



wtorek, 19 lutego 2019, peterliberty

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: