Blog > Komentarze do wpisu

Jeden jedyny powód

Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach "Gazety Wyborczej" na przełomie 2018 i 2019 r.

*****

W nowym roku – gorącym, bo obejmującym wybory europejskie i parlamentarne – PiS postanowił wystąpić w roli partii euroentuzjastycznej. Brawo! Nagłe przemiany w retoryce tej partii w okresach kampanii wyborczych są już legendarne. Jednak dotąd wiązały się raczej z ubieraniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego w owczą skórę lub polegały na prostym chowaniu do szafy Antoniego Macierewicza i paradowaniu po mediach z Jarosławem Gowinem w roli łagodnego chłopca z plakatu. Tymczasem doświadczenie z wyborów samorządowych – przede wszystkim (acz nie tylko) w polskich miastach – skazuje partię rządzącą na przeprowadzenie w 2019 r. bardziej złożonej operacji. Zmiana tonu czy odesłanie partyjnych radykałów na zieloną trawkę to za mało. Wyborca jednoznacznie przestraszył się minionej jesieni wizji wyjścia Polski z Unii Europejskiej, a wyborczy wynik PiS zaliczył dotkliwe tąpnięcie. Dlatego przed kolejnymi wyborami PiS podejmie próbę zamaskowania całej swojej polityki europejskiej prowadzonej od 2015 r. i przedstawienia samego siebie jako jej przeciwnika. Oto wraz z flagami unijnymi na konwencje PiS wkrada się entuzjazm wobec UE.

PiS chce polexitu

Niechaj ta teza wybrzmi jasno: PiS jest partią zwolenników wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Przed akcesją lawirował w tej sprawie, w trakcie debaty przed referendum przez pewien czas sugerował głosowanie na „nie”, aby jednak zmienić stanowisko. W latach po akcesji jedynym czynnikiem realnie powodującym jego deklaracje na rzecz trwania w UE były korzyści finansowe, zwłaszcza dopłaty dla rolników, o których głosy konkurował najpierw z Samoobroną, a potem z PSL. Doświadczenie rządzenia w obecnej kadencji wlało w serca liderów PiS jednak obawę, że członkostwo w Unii blokuje kluczowe zamierzenia polityczne tej partii. Na czele z planem stopniowego przejęcia wszystkich newralgicznych ośrodków instytucjonalnych oraz uzyskania pełnej władzy nad państwem i kontroli nad życiem społeczeństwa (lub przynajmniej zdobycia potencjalnej możliwości sięgnięcia po nie). Wady UE, zupełnie nieistotne dla strategii PiS w okresie 8 lat w opozycji, w dobie sprawowania rządów przeważyły z jego punktu widzenia zalety związane z finansowymi zastrzykami, zapobiegającymi narastaniu, groźnym dla każdej władzy, frustracjom we własnej bazie wyborczej.

 

Unia okazała się w wielu punktach skuteczną przeciwwagą dla strategii przejmowania państwa przez PiS. Nawet jeśli jej działania były powolne, zmuszała ona ludzi władzy do ciągłych reakcji na wdrażane procedury. Łatwo było sobie wyobrazić, że dla piewców filozofii tzw. wstawania z kolan i ludzi pozujących na ucieleśnienie dumy i suwerenności narodowej, każda konieczność odpowiedzi na pisma Komisji, każda debata w Parlamencie Europejskim, każdy raport Komisji Weneckiej (będącej instytucją Rady Europy, ale której raporty były w ramach UE używane w podejmowanych procesach), były niemałym upokorzeniem. W ludziach PiS narastała wewnętrzna furia, początkowo wyładowywana na politykach opozycji, których oskarżano o donosicielstwo, targowicę i zdradę narodową. Gdy to się jednak przejadło, ostrze napędzanej frustracją krytyki skierowano na urzędników Unii, Timmermansa, Junckera czy Verhofstadta. Od tego pozostał krok do generalnego zanegowania prawa UE do zadawania pytań i stawiania wymogów. A skutkiem tego z kolei musiało być postawienie znaku zapytania obok utrzymania członkostwa Polski w Unii działającej w ten sposób i stawiającej takie warunki.

 

Najbardziej dobitnym wyrazem owego znaku zapytania był wniosek ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry o to, aby tzw. Trybunał Konstytucyjny – będący dziś żałosnym zleceniobiorcą wydawania wyroków na zamówienie rządu – ogłosił niezgodność art. 267 Traktatu o Funkcjonowaniu UE z polską konstytucją. Takie orzeczenie oznaczałoby konieczność bezzwłocznej zmiany w konstytucji lub wypowiedzenia traktatu, a więc rozpoczęcia procedury polexitu. Tego właśnie przestraszyli się wyborcy krótko przed I turą wyborów samorządowych.

 

Obco w Europie

Ale wiecowych i medialnych wypowiedzi polityków PiS przeciwko Unii Europejskiej było o wiele więcej. Andrzej Duda mówił o UE, jako o „wyimaginowanej wspólnocie, z której niewiele dla nas wynika”. Mateusz Morawiecki deprecjonował znaczenie środków unijnych, mówiąc, iż służą one tylko banalnym celom jak budowa chodników, podczas gdy polityka budżetowa PiS generuje o wiele większe sumy przeznaczane na ważniejsze cele społeczne. Witold Waszczykowski kreślił wizję Unii jako roznosiciela kulturowego zepsucia, za którego objawy uznał nie tylko multikulturalizm i laicyzację, ale także odnawialne źródła energii, jazdę rowerem czy niejedzenia mięsa. Beata Szydło wykorzystała atmosferę po zamachu terrorystycznym w Manchesterze, aby zaatakować „poprawność polityczną” zachodniej Europy, mówiąc w Sejmie m.in. „Nie będziemy uczestniczyć w szaleństwie brukselskich elit. Nie damy się zaszantażować i nie ulegniemy poprawności politycznej! (…) Dokąd zmierzasz, Europo? Powstań z kolan i obudź się z letargu, bo w przeciwnym razie codziennie będziesz opłakiwała swoje dzieci!”.

 

Z tych i wielu innych słów wyciągnąć można trzy wnioski. Pierwszy jest taki, że nieprzystawalność aksjologiczna środowiska PiS do współczesnej tożsamości europejskiej jest rażąca i wręcz bije po oczach. Politycy partii rządzącej Polską muszą na różnorakich zebraniach unijnych czuć się wyobcowani i nierozumiani, przez co od lat niechybnie narasta ich zwyczajny, ludzki resentyment. Nic dziwnego, że trudno im zrozumieć zarzuty Europy wobec zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości, skoro operują zupełnie innymi zestawami pojęć i hierarchiami wartości.

 

Wniosek drugi jest bardziej konkretny i sformułował go zarówno Waszczykowski, jeszcze gdy kierował MSZ, jak i – nawet czytelniej – pisowski ambasador w Berlinie Andrzej Przyłębski w kilkukrotnie powtarzanych wypowiedziach dla różnych mediów niemieckich: rząd PiS nie chce polexitu, ale nie chce także być w takiej UE, jak obecna. Chce głębokiej reformy Unii, a jej kierunek szedłby ewidentnie pod prąd aktualnych tendencji. Waszczykowski sugerował powrót do strefy wolnego handlu lub unii celnej. Przyłębski skupia się na usunięciu z agendy Unii wszystkiego, co kulturowo razi polskiego konserwatystę.

 

Co jednak, jeśli Unia będzie – na co wszystko wskazuje – iść w kierunku pogłębiania integracji? Tutaj pojawia się wniosek trzeci. PiS chce otworzyć sobie drogę do politycznej opcji, jaką jest polexit. Chciałby, aby taka możliwość realnie znalazła się na stole i poszerzyła pole manewru tej partii. Wiele wypowiedzi polityków, w tym cytowane powyżej, mniej umiejętnie (kazus Waszczykowskiego i Dudy), lub bardziej umiejętnie (kazus Szydło, a zwłaszcza Morawieckiego) przygotowują polskich wyborców i obywateli do zmiany stanowiska w sprawie polexitu oraz otwarcia ich emocji i umysłów na taką ewentualność w perspektywie kolejnej kadencji rządów PiS (lub dwóch kadencji).

 

Ludzie przeciwko PiS

Taka przynajmniej była strategia PiS ws. Europy jeszcze do przeprowadzenia analizy wyniku wyborów samorządowych. Do tego momentu PiS chciał polexitu, co najmniej jako „straszaka” dla celów zmiękczenia pozycji negocjacyjnych urzędników brukselskich i partnerów z rządów innych krajów członkowskich (a po ewentualnym przycięciu środków z funduszy unijnych być może także jako realnego celu politycznego). Lista pisowskich klęsk sprokurowanych przez Unię i to w czasie, gdy ta partia ma większość w polskim parlamencie i nabyła nawet umiejętność zmieniania polskiej konstytucji zwykłymi ustawami, stała się bowiem całkiem długa. Zatrzymanie wycinki puszczy białowieskiej groźbą kar finansowych, utrata twarzy w związku z reelekcją Donalda Tuska w Radzie Europejskiej i jego rosnący wpływ na politykę polską dzięki mocnemu mandatowi w Europie, wisząca nad PiS niczym miecz Damoklesa groźba spektakularnej klęski w negocjacjach budżetowych, oskarżenia o rasizm w związku z postawą w polityce uchodźczej, obnażany brak kompetencji ludzi PiS w kwestiach polityki globalnej skutkujący dojmującym milczeniem w wielu ważnych debatach, brak własnej realistycznej koncepcji modelu przyszłej Unii i nieobecność w debacie na ten temat, nawarstwiające się finansowe skutki polityki klimatycznej Unii i pisowskiej strategii energetycznej, obnażanie drastycznego spadku geopolitycznego znaczenia Polski, bariera dla planu przejmowania mediów z kapitałem zagranicznym i w końcu przede wszystkim zatrzymanie części zmian w Sądzie Najwyższym przez TSUE. Polexit za jednym zamachem uwolniłby rząd PiS od tych utrudnień i dlatego jest przez tą partię pożądanym celem politycznym.

 

Jest dzisiaj tylko jeden jedyny powód, dla którego PiS nie tylko nie wykonuje i nie wykona w tym roku żadnych kroków w kierunku polexitu, ale nawet przystroi się w proeuropejskie piórka. Nie jest nim stanowisko samej partii i tego trzeba być bezwzględnie świadomym. Tym powodem jest tylko i wyłącznie stan nastrojów społecznych, który ujawniło listopadowe badanie opinii publicznej. 84 proc. Polek i Polaków przeciwnych polexitowi i tylko 8 proc. zwolenników wyjścia z Unii. Aż 76 proc. wyborców PiS to przeciwnicy opuszczenia UE. Takie liczby pozbawiają PiS pola manewru w roku wyborczym. Zmiana narracji PiS o UE to drugi taki przypadek, w którym z powodu jednoznacznego sprzeciwu społecznego ta partia wykonuje radykalny zwrot i porzuca swoje cele polityczne. Pierwszym była rezygnacja z zaostrzenia ustawy o aborcji, które także cieszyło się poparciem zaledwie ok. 10 proc. wyborców i odrzucone zostało nawet przez większość elektoratu PiS.

 

W trakcie łódzkich Igrzysk Wolności Donald Tusk powiedział, że liderzy PiS być może nie chcą polexitu, ale mogą do niego doprowadzić przypadkiem, swoją postawą, swoimi słowami, swoimi raptownymi ruchami politycznymi. Obawiam się, że pierwsza część jego zdania mogła być nader optymistyczna. Widząc jak dotkliwie Unia nadmuchała już w pisowską kaszę w latach 2015-18, w PiS narosła emocjonalna gotowość i wola, aby trzasnąć w Brukseli drzwiami. I tylko postawa Polek i Polaków, którzy rząd i partię za tak drastyczne sprzeniewierzenie się ich oczekiwaniom ani chybi ukaraliby w wyborach, PiS przed tym powstrzymuje. Dlatego na wysokie poparcie dla członkostwa Unii w Polsce trzeba chuchać i dmuchać, trzeba je pielęgnować, gdyż jest jedynym gwarantem uniknięcia przez Polskę geopolitycznej tragedii. Takim gwarantem nie jest roztropność rządzących. I pamiętać trzeba też, że żaden polityczny „cudotwórca” nie przeprowadzi polexitu przy układzie sił 8:84. Ale już od okolic 35:65 może zacząć robić się groźnie...

 

 

poniedziałek, 11 marca 2019, peterliberty

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2019/03/11 16:34:42
;)))